Człowiek planuje, pan Bóg się śmieje

Zwykły wpis

Mówi się: człowiek planuje, pan Bóg się śmieje. Pewnie przyglądając się naszym planom podroży śmiał się tak bardzo, ze aż rozbolał go brzuch.
W Delhi dowiedziałyśmy się, że przemieszczanie się w Indiach przypomina podróżowanie w czasach PRL, gdy infrastruktura nie była w stanie zaspokoić potrzeb mieszkańców. Podroż trzeba było planować z wyprzedzeniem, wcześniej kupić bilety, a pociągi i tak były niesamowicie zapchane. Po wizycie na dworcu okazało się, ze nie możemy kupić biletów na żadną dłuższa trasę, wiec wyjazd do Varanassi odpada. Pod znakiem zapytania jest też cały misternie ułożony plan.
Próba zakupienia biletów była dość ciekawym doświadczeniem. Na stacji szukałyśmy jakiejś informacji i zostałyśmy skierowane do budynku za stacją. Dostałyśmy do wypełnienia jakieś kwitki, po czym miły pan przy bramie odesłał nas rikszą do agencji dla cudzoziemców tłumacząc, że tu mogą kupować tylko miejscowi a w dodatku kolejki są okrutne. Jechaliśmy przez małe uliczki, pod prąd i bez trzymanki. Minęłyśmy ulicę warzywną, ulicę na której produkowano materace i łóżka oraz kilka innych ulic tematycznych. Agencja rządowa okazała się biurem podroży gdzie dowiedziałyśmy się, że biletów już nie ma, ale jeśli chcemy kupić na całą trasę, to coś się znajdzie. Nadzwyczaj uprzejmy pan w biurze poczęstował nas masala tea, rozpisał nam trasę podroży, do tego zaproponował hotele oraz transport z dworca do hotelu taksówką (żebyśmy nie musiały męczyć się kontaktami z tubylcami). Na koniec podał zabójczą cenę. Zamiast wyjść z dwoma biletami kolejowymi miałyśmy wyjść z całą trasą zaplanowaną co do dnia i nocy. Przerażająca perspektywa. Coraz bardziej natarczywy pan przekonywał, że musimy zdecydować się dzisiaj, bo jutro takiej cudownej oferty już nie będzie. Straszył nas perspektywą pozostania w Delhi aż do daty wylotu oraz pokazywał zeszyty z trasami i imionami ludzi, którzy zdecydowali się na wykupienie jego pakietów. Ledwo uciekłyśmy. Czekał na nas rikszarz, który zaoferował się zawieźć nas do kolejnego biura. Tam także nie było biletów na całą trasę, ale zaproponowano nam samochód z kierowcą, który miał nas wozić po całym Radżastanie, aż do Agry. Z Agry dostępne były bilety na pociąg do Varanassi. Po zastanowieniu się z tej oferty też zrezygnowałyśmy.

Po pierwszym dniu w Delhi odniosłam wrażenie, że turysta traktowany jest jak specjalny byt, który powinien znajdować się jedynie w pewnych miejscach, zamiast swobodnie łazić gdzie zapragnie. Najlepiej, żeby sam nie chodził, ale był przewożony z hotelu do hotelu, z pociągu do hotelu, prowadzony do odpowiednich miejsc i jak najmniej stykał się z miejscowymi. Gdy chodziłyśmy po Delhi, zdarzało się, ze ktoś pytał, bardzo uprzejmie zresztą, czego szukamy. Gdy odpowiadamy, w którym kierunku chcemy iść, padała propozycja: tam jest biuro podróży, idźcie tam, zapewnią wam samochód z kierowcą, wszystko komfortowo zwiedzicie. Na lokalnym targu: tutaj nie kupujcie, bo to niebezpieczne, tam zaraz obok jest sklep dla cudzoziemców. W drodze do metra: nie jedzcie metrem, tam jest dużo ludzi, tłok, ścisk, lepiej tam w ogóle nie zaglądać. Złapię wam rikszę.

Udało nam się jednak dostać do metra, dojechać gdzie chciałyśmy i nawet się nie pogubiłyśmy. Wręcz przeciwnie, metro jest dobrze zorganizowane, stacje dobrze oznaczone i bez problemu można przesiadać się z jednej linii do drugiej, żeby dojechać do celu. Samo metro jest nowoczesne, a wagony klimatyzowane. Jest także pilnie strzeżone przez żołnierzy z karabinami maszynowymi. Żeby wejść, trzeba przejść przez bramki jak na lotnisku, poddać się kontroli i prześwietlić bagaż. Jest specjalna kolejka dla kobiet, z paniami przeprowadzającą kontrole bagażu i ciała kobiet. Kolejka dużo krótsza niż przy bramce dla mężczyzn. Cóż, w metrze i w mieście widać głownie facetów. Są też wagony przeznaczone wyłącznie dla kobiet, specjalnie oznaczone i zazwyczaj znajdujące się na początku składu. Zazwyczaj były mniej zatłoczone niż wagony „ogólne”.

Pomimo braku szczęścia w zakupie biletów kolejowych wydostaniemy się jednak z Delhi. Dzisiaj wieczorem jedziemy do Rishikeshu, jednak nie pociągiem, a autobusem. W hotelu, w którym się zatrzymałyśmy, kupiłyśmy bilety na autokar w wersji de luxe, czyli dla turystów. Ma mieć klimatyzację, wygodne rozkładane siedzenia i dowieźć nas prosto do celu.

Poza tym w Delhi jest zimno, +16 stopni. Każdy napotkany Hindus opowiada, jak jest zimno. Gdy odpowiadamy, ze gdy wylatywałyśmy, było -16 pytają, czy jesteśmy z Rosji. Z Rosji nie, ale uczyłyśmy się w szkole rosyjskiego, a przyjaźń polsko- rosyjska wyznaczała kierunek polityki zagranicznej. Ale w takie niuanse się nie wdajemy, bo to bezcelowe. Trochę smutno, że Polska jest krajem tak mało rozpoznawalnym. Gdy odpowiadamy, że jesteśmy z Polski, często zapada milczenie. Co to za kraj, ta Polska? Taka sytuacja na pewno nie miałaby miejsca, gdybysmy tylko mieli dobrą drużynę krykieta. Może zamiast zajmować się piłką nożną (co i tak nam nie wychodzi) lepiej zacząć grać w krykieta?

Może i jest chłodnawo (widziałam nawet psa w ubranku i kozy odziane w koszule) ale i tak dużo cieplej niż w Polsce. Prawie jak na wakacjach!

About these ads

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s